|
Polska ponownie atakuje świetnym 15–minutowym materiałem, oscylującym w klimatach symfoniczno – melodyjnego black / death. Co sprawia, że to całkiem niezła grupa? Ano fakt, że są w stanie odróżnić się od innych im podobnych kapel, i to właśnie próbują osiągnąć członkowie tego utalentowanego zespołu. Świetne gitarowe zagrywki, przechodzące z rytmicznych, stricte thrash’owych partii, aż po zacięte i rzetelne solówki. Utwory łączą w sobie wiele motywów i gatunków, od ‘ciemnych’, ‘mrocznych’, charakterystycznych dla death metal’u, aż po niemalże ‘surowe’ zagrywki black metal’owe. Utwory wzbogacone są o partie klawiszowe, które niejako ‘zanurzają’ nas w symfonicznych lub ‘heavy’ klimatach. Podsumowując, jest to kolejny, bardzo obiecujący zespół, który z pewnością zasługuje na Waszą uwagę! Sébastien Jannot - Pavilon 666 Dar(e)k Kempny - Thrash'em All Nr2/2003 Z Midgard miałem okazję zetknąć się już jakiś czas temu a to dzięki, kasecie VHS z zapisem ich koncertu w Rzeszowie przy boku min. Misteria. Wiadomo, że to co się "kręci" domową kamerą później brzmi nieco inaczej niż w rzeczywistości, ale spośród gęstwiny dźwięków było można wychwycić, co nieco i byłem strasznie ciekawy jak ten zespół wypadnie na demo... czekać musiałem 2 lata aby się o tym przekonać. Króciutkie klawiszowe intro... patent wykorzystany przez tysiące innych zespołów... ale... Pierwsze co rzuciło mi się w uszy to głos wokalisty, to nie typowe "krakanie" tylko jakiś wściekły pełen pasji wrzask, bardzo dobrze pasujący do muzyki, wręcz wzbogacający ją pierwiastkiem szaleństwa. Kompozycje też niczego sobie, ponad średnią krajową, co się chwali. Podobnie jak wokal muzyka wyróżnia się spośród innych black metalowych wyziewów, nie jest standardowa, niesie ze sobą świeży podmuch ognistego wiatru prosto z piekielnych otchłani. Jest gęsta, muzykom udało się upchnąć w niej bardzo wiele elementów jednocześnie nie powodując jakiegoś zbyt wielkiego natłoku, kompozycje są klarowne i przejrzyste. "To Bring the End" słucha się przyjemnie, materiał jest przystępny, duża w tym zasługa melodii. Nie znaczy to, ze jest to "materiał" miękki, bo kiedy trzeba chłopaki potrafią ostro przypierdolić aż w pięty idzie. Midgard należy do grona tych zespołów, które mają coś więcej do zaoferowania niż tylko powtarzanie tego co już było. Oczywiście są tu i patenty, które można słyszeć w muzyce innych hord, ale Midgard ma to do siebie, że stara się stworzyć coś własnego, coś co będzie na swój sposób nowe a nie tylko powtarzać to co już było i chwała im za to. Tymothy - Satanahia, Multum in Parvo webzines. Midgard pochodzi z Jasła, a jego powstanie datuje się na zimę 1999r, w między czasie chłopaki nagrywają dwie nieoficjalne kasety demo i tak jak w każdym zespole nie omijają ich zmiany personalne. W końcu na przełomie kwietnia i maja 2002r. nagrywają swój pierwszy oficjalny materiał zatytułowany „To Bring The End” i to tyle na temat historii. Płytka „To Bring...” wpadła w moje ręce przez przypadek, a dokładniej dzięki chłopakom z Ingenium, którzy dali mi namiary na Midgard. Określenie gatunku w jakim „porusza” się zespół nie było trudne, gdyż po przesłuchaniu pierwszego utworu stało się oczywiste, iż chłopaki wykonują muzykę utrzymaną w konwencji dwóch gatunków mianowicie black i death metalu, z przewagą tego pierwszego. „To Bring The End” otwiera „Sacrifice (The Source Of The Evil Power)” zaczynający się klawiszowym preludium, które wywołuje pewien nastrój grozy (szczególnie końcowa jego część) po nim następuje już część właściwa czyli „wchodzą” pozostałe instrumenty, a klawisze tworzą tło dla gitar i perkusji, utwór ten trwa ponad sześć minut, ale się nie nuży, pewnie dzięki wokalom i „roland-om”, które dobrze współgrają z całością i nie drażnią (a to często się zdarza). Kolejny na liście jest utwór tytułowy, szybki, dość motoryczny, równie ciekawy jak jego poprzednik, lecz tu większą rolę odgrywają „żywe” instrumenty. Płytkę zamyka „Ragnarök” odśpiewany w słowiańskim języku (czyt. polskim), dzięki czemu w moim mniemaniu wokal nabiera jeszcze większego pazura i większej ekspresji , należą się także pochwały dla gitarzystów i perkusisty, którzy bardzo sprawnie obsługują swoje instrumenty. Ogólnie, chłopaki mają sporo pomysłów, fakt nie są wstanie uwolnić się od porównań, ale i tak to co prezentują jest o wiele lepsze od średniej krajowej. Na koniec ostatnia informacja, dotycząca miejsca rejestracji „To Bring The End”, mianowicie Manek Studio, więc na brzmienie nie ma co narzekać. Tylko czekać na pełnometrażowy krążek. Kuba - Mortuary zine W końcu mogę napisać recenzję pierwszego studyjnego materiału tej jasielskiej formacji. Przyszło mi długo czekać na ten dzień. Przypomnę, że zespół powstał w roku 1999, do tej pory nagrał trzy materiały: "The Black Kingdom" , "Journey Through Eternity" i właśnie "To Bring The End". I właśnie ten ostatni został przez zespół wpuszczony w oficjalny obieg. Mamy tu zaledwie trzy kompozycje o łącznej długości 12 minut 49 sekund, ale są to kompozycje konkretne i bardzo treściwe. Materiał rozpoczyna "Sacrifice...", utwór w średnim tempie, w swej konstrukcji i połamanym rytmie przypominający trochę dokonania Death czy Slayer z "Seasons...", do tego klawiszowe tła i dość zróżnicowane linie wokalne Krzyśka Dybasia. Ten gość ma ciekawą, charyzmatyczną barwę głosu. Dalej, utrzymany w ciężkim, morbidowskim klimacie "To Bring The End", chociaż nie do końca, bowiem można dopatrzeć się inspiracji takimi grupami jak Immortal czy Satyricon. Na koniec najbardziej blackowy "Ragnarök" - bardzo udany utwór, przepełniony epicką dramaturgią, z polskim tekstem odwołującym się do Eddy, jednocześnie ciężki, jadowity i melodyjny. Warta jest podkreślenia nieszablonowa umiejętność harmonizowania poszczególnych partii instrumentalnych. Wielkim atutem "To Bring The End" jest postać basisty - Łukasza Forystka, bez niego materiał wiele by stracił. Nie nadużyto klawiszy - pozostają one w tle, tam, gdzie ich miejsce. Mankament jest jeden - gitary nagrano jakoś bez polotu, brak im tej iskry i energii, która powinna towarzyszyć tej muzyce. Być może jest to kwestia pierwszego kontaktu ze studiem, bowiem na koncertach wypada to dużo lepiej. Marcin - The Nocturnal Battle Of Chariots webzine Nigdy nie zaliczałem się do fanatyków Black Metalu. Owszem, nieobce są mi dokonania takich tuzów gatunku jak Emperor czy Satyricon, ale nigdy nie ciąłem się przy ich muzyce. Ale spokojnie... Bardzo szanuję ludzi, którzy w ten gatunek wkładają serce i... umiejętności! Może teraz się narażę wielu tzw. maniacs, ale żeby grać muzykę i tworzyć na przekór coś świeżego, trochę technicznych sztuczek trzeba opanować. Midgard to kapela z Jasła. Wstęp jest o BM i może trzon muzyki kwintetu jest w tej stylistyce osadzony, ale Midgard to przede wszystkim riffy. I to całkiem niezłe riffy, które pachną klasykami z pogranicza Death i Thrash Metalu. W tym miejscu muszę się więc zgodzić z biografią, którą wraz z płyta nadesłał mi Uhrm - rzeczywiście "muzyka wykonywano przez MIDGARD Anno 2002 to szeroko pojęty Black/Death z elementami Thrash" (posłuchajcie tylko riffu po organowym intro do 'Sacrifice' i skumacie o co chodzi!)... Dopełnieniem połamanych gitarowych riffów, przeplatanych z rzadka melodiami (ciekawe patenty w utworze tytułowym w okolicach drugiej minuty... brawo!), które gęsto serwują nam muzycy z Jasła, są klawiszowe pasaże, pojawiające się w odpowiednich dla nich miejscach... I bardzo dobrze, bo kolejne klony klonów, które onanizują swoja muzykę natrętnym klawiszem na tle bzyczących gitar nie są zbyt ciekawe. Jednym słowem - kolejny plus dla Midgard. Nieźle wypada też wokal, którego za żadne skarby nie zaliczę do gatunku BM! Otóż Uhrm wydziera się raczej na Death/Thrashową modłę ;) Całość materiału jest zgrana dobrze, do czego zapewne przyczyniło się znane co poniektórym Manek Studio. Jasne... kilka kwasów jest, ale 'To Bring The End' jest bardzo obiecująca pozycją. Właśnie doszedłem do wniosku, że te wszystkie inklinację w stronę Death Metalu nasuwają mi skojarzenie z debiutancką płytą krakowskiego Crionics. Może Midgard nie prezentuje jeszcze poziomu Małopolan, ale są na dobrej drodze, aby zaznaczyć swoje istnienie na metalowej mapie kraju. Kto lubi takie właśnie granie, ten na pewno będzie zadowolony z trzyutworowego 'To Bring The End'. Gal Anonim |